Dom Pellegrino – historia, która powróciła do źródła
Pewnego letniego popołudnia, między codziennymi obowiązkami a raportami rynkowymi, otworzyłam maila napisanego w języku angielskim. Był krótki, elegancki i pełen niedopowiedzianych emocji. Pisała Angela — jedna z czterech sióstr, które właśnie odziedziczyły zabytkowy dom po swoim ojcu.
To nie była zwykła nieruchomość. Willa z duszą, zbudowana w 1842 roku, położona w dolinie Międzygórza, tuż nad strumieniem, jak z pocztówki. Otoczona starodrzewiem, które samo w sobie opowiadało historię. Każde drzewo — kasztanowiec, lipa, dąb — zostało przez nas dokładnie opisane: jego gatunek, wiek, pochodzenie. Tak powstała osobna opowieść — nie tylko o domu, ale o jego otoczeniu, o zielonej pamięci miejsca.
Lokalne legendy głosiły, że willa była niegdyś romantycznym prezentem od wielbiciela dla Marianny Orańskiej. I tak właśnie wyglądała — jak gest serca zapisany w architekturze.
Pod koniec lat 90. lekarz z Włoch, doktor Pellegrino, przyjechał do Polanicy-Zdroju na kongres lekarzy. Przejeżdżając jedną z lokalnych dróg, dostrzegł willę. Zatrzymał się. Wysiadł. Popatrzył. I kupił.
Przez lata stała się dla jego rodziny drugim domem — miejscem wakacji, odpoczynku, wspomnień, dźwięków winyli i zapachu drewna. Prawdziwym azylem.
Po jego śmierci cztery piękne Włoszki — Angela i jej siostry — podjęły próby sprzedaży willi.
Współpracowały z kancelarią z Warszawy, lokalną agencją… ale nie zaiskrzyło.
Ta nieruchomość była nie tylko domem — była emocją, która potrzebowała prawdziwego porozumienia między właścicielkami a kimś, kto stanie się zaufanym kuratorem sprzedaży.
W końcu napisały do kilku biur nieruchomości we Wrocławiu. Jednym z nich była moja firma.
Od razu poczułam, że to coś więcej niż zlecenie. Zrozumiałam, że chodzi o szacunek — do miejsca, do historii, do ojca. I one to poczuły. Zaiskrzyło. Zaczęłyśmy współpracę.
Rozpoczęłam proces — z pełną czułością, jaką rezerwuję tylko dla miejsc, które mają duszę.
Znalazłam odpowiedniego klienta — parę inwestującą w zabytkowe nieruchomości.
Wszystko szło w dobrym kierunku, aż przyszła pandemia. Świat się zatrzymał.
Ale ja nie przestałam szukać rozwiązań.
Siostry, rozsiane po różnych częściach Włoch, zdecydowały się udzielić mi pełnomocnictwa. Dokumenty przetłumaczyliśmy, zorganizowaliśmy formalności — i dom znalazł nowych właścicieli.
W środku pozostały rodzinne pamiątki: porcelana, książki, płyty winylowe, zabytkowy gramofon i meble, które przez lata budowały atmosferę tego domu. To nie były przedmioty. To były fragmenty życia i pamięci ukochanego taty.
Udało mi się znaleźć kierowcę jadącego do Włoch — spakował je i dostarczył rodzinie, przez Alpy, prosto do ich rąk.
Wróciłam do tej willi w 2025 roku. Nie był to przypadek.
W tym samym roku podróżowałam po Włoszech, szukając inspiracji do projektu wnętrz loftu Dolce Italia. Jednym z przystanków było miasteczko San Pellegrino. Nie wiem, czy to nazwa, czy klimat, czy może coś głębiej emocjonalnego — ale ten moment przywołał wspomnienie historii domu w Międzygórzu.
To była emocja, która nie dawała spokoju. Odruch. Decyzja podjęta sercem.
Po powrocie do Polski wiedziałam, że muszę wrócić. Nie do projektu. Do domu. Do willi Pellegrino.
Nowi właściciele odnowili ją z ogromnym sercem. Zachowali detale. Nie zniszczyli ducha miejsca — raczej dali mu nowe życie.
Angela i jej siostry otrzymały ode mnie zdjęcia. Zobaczyły, jak ich dom — przez 20 lat scena rodzinnych wspomnień — zaczął pisać nowy rozdział. Wciąż nad tym samym strumieniem. Tylko z innym światłem w oknach.
To, co wydarzyło się wokół tej historii, poruszyło nie tylko mnie. Zainteresowało się nią TVP Wrocław, które przygotowało materiał telewizyjny o tej niezwykłej willi, o siostrach i o domu, który po latach milczenia znów przemówił.
Dla mnie była to opowieść o czymś więcej niż nieruchomość.
To była esencja emocji, dziedzictwa i piękna – prawdziwe włoskie dolce vita w polskim wydaniu.
Połączenie lekkości, sentymentu i klasy, która potrafi przetrwać pokolenia i granice.
I właśnie w chwili, gdy kończyłam pisać ten tekst, otrzymałam wiadomość od jednej z sióstr – Marci.
„Ciao Karina, moja rodzina ma się dobrze, mam nadzieję, że u Ciebie też wszystko w porządku.
Jestem przeszczęśliwa, że mogę zobaczyć te zdjęcia domu — naprawdę bardzo szczęśliwa.
Mam nadzieję, że kiedyś przyjadę i zobaczę dom mojego taty ponownie, z nowymi właścicielami.
Wysyłam zdjęcia do moich sióstr — ohh, to będzie dopiero niespodzianka i szczęście!
Jeszcze raz dziękuję i serdeczne uściski dla Ciebie.”
To był moment ogromnego wzruszenia.
Ciągle mam przed oczami te cztery wspaniałe kobiety — piękne nie tylko na zewnątrz, ale i w sercu. Ich ciepło, zaufanie i historia ich ojca pozostaną ze mną na zawsze.
Postaram się jeszcze o tym napisać. Bo niektóre domy nie pozwalają o sobie zapomnieć.
„Czasami dom wybiera nas. A moją rolą jest towarzyszyć mu, aż znów stanie się czyimś domem.”
Karina – Founder & Real Estate Advisor, Space Investment

